Podróż Batumi. Miasto Lunapark.
Zanim wjechaliśmy do Batumi, na tle nocnego nieba ukazał się podświetlony na tęczowo diabelski młyn.
„To już Batumi czy jakiś lunapark?”, spytałem.
„Batumi to jest lunapark”, usłyszałem w odpowiedzi.
Po Batumi spaceruje się trochę jak po parku rozrywki czy plenerowej galerii rzeźby. Scenografia jak z fantasmagorycznego filmu albo snu pijanego cukiernika. Mam wrażenie, że dociera tu odległy powiew zza Atlantyku, z jakiegoś Miami, no i przede wszystkim z Las Vegas. Powiew ten po drodze traci może nieco impet, zbiera trochę aromatów z południa i wschodu Europy i przywiewa do letniej stolicy Gruzji (oraz całorocznej stolicy autonomicznej prowincji Adżarii) architektoniczny srebrny pył. Efekciarski i kiczowaty, ale jakoś dziwnie pociągający.
Słońce, gotowana kukurydza, palmy, piwo Natakhtari, wata cukrowa, nadmorski deptak i te absurdalne budowle, stawiane z fantazją iście szlachecką, która za nic ma architektoniczną szczerość i tym podobne hasła ograniczające radosną twórczość. Absurd promieniuje od budynków i wypełnia powietrze. Skoro Koloseum może tu sąsiadować z Białym Domem, w dodatku stojącym do góry nogami, to w tym mieście może zdarzyć się wszystko. A czy w wakacje uczucie, że wszystko może się zdarzyć, to coś złego? Zapraszam na dalszy ciąg, do przeczytania na moim blogu: https://miejscovnik.wordpress.com/2015/02/17/batumi-miasto-lunapark/
Komentarze
-
...a staruszek Kolumber informuje, że użytkownik "Miejscownik" nie istnieje! To skąd zdjęcia? ... :-) ...
-
...bo na pewno było co podziwiać!...
-
Miejscovniku, witaj na Kolumberze....
nasz portal jest portalem podróżniczym a nie linkowym, więc zachęcam Cię do wklejania całych relacji z podróży tutaj.





